Zaczyna zalewać nas fala żetonów wydawanych przez kurorty. Samorządy lokalne zwęszyły dobry interes w wydawaniu "lokalnej waluty", która z monetami i numizmatyką nie ma nic wspólnego. No, może czerpaniem wzoru do naśladowania... Turyści kupują na pamiątkę, zbieracze do kolekcji i choć w zamierzeniu żetony są wymienialne w danym regionie tak, jak waluta, to tak naprawdę niewiele z nich trafia z powrotem do kasy. Prawdopodobnie znakomita większość pozostaje "w obiegu". Tym samym budżet lokalny zyskuje!
Nie ukrywa tego Bieszczadzkie Centrum Informacji i Promocji, które na swoich stronach prowadzi zapisy na "monety zastępcze" Ustrzyk Dolnych.
Zarabia lokalny samorząd, zarabia producent, projektant... Tylko patrzeć, aż pojawią się albumy, katalogi i inne akcesoria wykorzystujące rosnącą popularność tych żetonów.
Każdy kolekcjoner decyduje o zawartości i kształcie swojej kolekcji. Wolnym rynkiem rządzi prawo popytu i podaży - jest zapotrzebowanie, trzeba zapewnić towar. Podobnie dzieje się z monetami emitowanymi przez Narodowy Bank Polski: jest popyt - zwiększane są nakłady. Firmy w typie "Skarbicy Narodowej", wyczuwając dobrą koniunkturę "w blaszkach", produkuje różne wymyślne wyroby "monetopodobne". Mechanizm jest prosty i oczywisty!
Miejmy nadzieję, że dzięki dzisiejszym emisjom lokalnych żetonów, chociaż część osób zainteresuje się "prawdziwą numizmatyką". Pod warunkiem, że Numizmatyka nie zginie wcześniej w gąszczu cudzysłowów, których ilość użyta w tym tekście nie nastraja optymistycznie...
Bieszczadzkie Centrum Informacji i Promocji
| « poprzednia |
|---|



